Aktualności Felietony Wydarzenia

Masz wolne pół godziny? Koniecznie obejrzyj bieg Eli Glinki. Nauczy Cię więcej niż wszystkie moje artykuły z 10 lat…

Zwycięstwo Elżbiety Glinki w biegu na 10 000 m w Pucharze Europy to największy polski sukces w 30-letniej historii tej imprezy. W zawodach, które odbyły się we włoskiej La Spezii Polka dała popisową lekcję taktyki rozgrywania tego typu biegów. Warto poświęcić nieco ponad pół godziny na to, by zobaczyć retransmisję całej rywalizacji i zwrócić uwagę na dyscyplinę, konsekwencję i kunszt, jakim popisała się podopieczna Mikołaja Raczyńskiego.

Start we Włoszech był dla Polki kolejną w tym sezonie okazją do walki o minimum na Mistrzostwa Europy w biegu na 10 000 m. Od początku rywalizacji Elżbieta Glinka biegła bardzo rozsądnie, z wynikiem na poziomie 32 minut na radarze. Chociaż stawka zaczęła się rozciągać już na pierwszych okrążeniach, Polka realizowała swoje własne założenia taktyczne. Rozpoczęła bieg nawet nieco wolniej niż podczas rozgrywanych miesiąc wcześniej Mistrzostw Polski na 10 000 m. Była to o tyle zrozumiała decyzja, że we Włoszech warunki do rywalizacji były jeszcze trudniejsze. Wysoka temperatura (ok. 25 stopni Celsjusza) i wilgotność powietrza nie sprzyjały uzyskiwaniu fenomenalnych rezultatów.

Spokojny początek

Liderki otworzyły pierwszy kilometr w czasie 3:05:65. Glinka minęła tę samą linię 8 sekund później. Już wtedy Polka znajdowała się w 3. grupce w stawce. Na czele znajdowała się pacemakerka Francine Niyomukunzi z Burundi, przed Francuzką Alessią Zarbo. Za nimi podążała 10-osobowa grupa 2., a kilkanaście metrów dalej był kolejny pociąg, w którym spokojnie, na 18. pozycji podążała Glinka. Podobnie jak dla niej, również dla wielu zawodniczek celem czasowym był wynik poniżej 32 minut, by wypełnić minimum na Mistrzostwa Europy w Birmingham w tej konkurencji. Naszej reprezentantce miesiąc temu podczas Mistrzostw Polski zabrakło do osiągnięcia tego rezultatu nieco ponad 18 sekund.

Kolejne okrążenia przynosiły jeszcze większe rozciągnięcie stawki. Liderki powiększały przewagę, różnica między 2. i 3. grupą pościgową także nieco się zwiększyła. Co ciekawe, w oficjalnej transmisji realizowanej przez European Athletics, na 3. kilometrze komentator wspomniał o Elżbiecie Glince jako o inspiracji dla innych. Zwrócił uwagę, że jeszcze kilka lat temu biegała amatorsko, jej wynik w półmaratonie, ponad 93 minuty, był dobry, ale jedynie na amatorskim poziomie. W ciągu 4 lat doszła do biegania poniżej 32 minut na 10 kilometrów. Komentator podkreślił, że dzięki pasji, zaangażowaniu, konsekwencji, cierpliwości, znalezieniu dobrego trenera, można wejść na światowy poziom i właśnie Polka jest tego świetnym przykładem. Co warto podkreślić, powiedział to w momencie, kiedy nasza reprezentantka cały czas była na odległym miejscu i nie sposób było przewidzieć rozwój wypadków…

Polka biegnie po swoje

Kolejne kilometry Polka pokonywała jak w zegarku. Tempo 3:13-3:12/km było idealnie obliczone na wynik w okolicach 32 minut. Tymczasem, po 10 okrążeniach zaczęło spadać tempo liderek. Z grupy Eli Glinki pojawiły się próby doskoczenia do poprzedzającego te biegaczki pociągu pościgowego za liderkami. Chociaż często biegaczki i biegacze próbują korzystać z takich okazji, żeby przyspieszyć, Polka nie uległa pokusie i dalej biegła po swoje. Była to właściwa decyzja, bo ta próba skończyła się niepowodzeniem. W międzyczasie Glinka przesunęła się blisko czoła swojej grupy i w ogólnym zestawieniu awansowała na 10. miejsce. Kiedy zaś jej grupka zaczęła się rozpadać, Polka w ciągu niecałych 2 okrążeń dołączyła do biegaczek z grupy przed nią. Był to dobry sygnał dla polskich kibiców, bo na stadionie samotny bieg jest jeszcze trudniejszy niż w biegach ulicznych.

Na półmetku strata Polki do liderki wynosiła ok. 100 metrów. Jednak od tego momentu Ela Glinka włączyła wyższy bieg i zaczęła biec tempem o ok. 3-4 sekundy na kilometr szybszym niż wcześniej. To nie był gwałtowny zryw w przypływie emocji, ale skrupulatnie realizowane założenia taktyczne. Takie podkręcenie tempa okazało się jednak kluczowe w momencie, kiedy większość zawodniczek biegnących dotychczas z przodu zaczęła przeżywać poważniejsze kryzysy.

Dobre samopoczucie podopiecznej Mikołaja Raczyńskiego sprawiło, że była gotowa dalej przesuwać się do przodu. Na 15. okrążeniu nasza reprezentantka zachowała się jak biegaczka stadionowa z wieloletnim stażem. Korzystając z punktu z wodą, komfortowo podbiegła do pierwszego stolika, a następnie, w momencie, gdy niektóre inne zawodniczki odbiegały na zewnątrz, by złapać kubek, Polka wysunęła się na czoło grupy i zeszła do krawężnika jeszcze przed rozpoczęciem łuku. To był doskonały manewr, bo w tym momencie stawka zaczęła się rozciągać, a Glinka błyskawicznie odskoczyła rywalkom biegnąc po pierwszym torze. Za nią była w stanie podążyć tylko Włoszka Elisa Palmero.

Decydujące momenty

Polka i Włoszka wspólnie przebiegły jednak tylko 1 okrążenie. Palmero nie była w stanie utrzymać rytmu naszej reprezentantki. Ciekawie robiło się także na czele. Ponieważ 7. kilometr był w wykonaniu zawodniczki klubu Passion First jak do tej pory jej najszybszym w całym wyścigu, z kolei liderka przeżywała poważny kryzys, niemal cała wcześniej wypracowana przez Francuzkę przewaga, wyparowała na przestrzeni kilku okrążeń. Kiedy do końca rywalizacji pozostała już tylko 1/4 dystansu, Polka była już na plecach rywalki. Pozostała jej do podjęcia 1 decyzja. Czy trzymać się Francuzki i zostawiać rozstrzygnięcie na końcowe metry, czy może zaatakować teraz i liczyć na to, że zmęczona rywalka nie podejmie rękawicy.

W sytuacji, kiedy rywalka jest w dużym kryzysie, a my biegniemy w swoim rytmie, prawidłowa odpowiedź jest tylko jedna. I właśnie ją wybrała Glinka. Wyprzedziła rywalkę, utrzymała swój rytm i na przestrzeni 150 metrów zaczęła jej odskakiwać. Na 4 okrążenia przed metą, podopieczna Mikołaja Raczyńskiego w zasadzie rozstrzygnęła losy rywalizacji. Jej ostatnim zadaniem było utrzymać swój rytm do mety. W jej głowie ten czas zapewne straszliwie się dłużył, ale Polka jeszcze była w stanie podkręcić tempo. Ostatecznie na dystansie niespełna 2 kilometrów odskoczyła Francuzce na ponad 50 metrów i linię mety mijała jako samotna zwyciężczyni. Pierwszy w historii Pucharu Europy medal dla Polski i od razu zwycięstwo, okrasiła dodatkowo rekordem życiowym (31:45:36) i wypełnionym minimum na Mistrzostwa Europy w Birmingham. Ponadto zabrakło jej 2 sekund do poprawy rekordu Polski, należącego do Karoliny Jarzyńskiej.

Co ta Glinka tak naprawdę zrobiła?

Start w Pucharze Europy był dla Elżbiety Glinki pierwszą w karierze rywalizacją na międzynarodowej arenie w biegach stadionowych. Jednak taktycznie zrealizowała go tak, jakby co najmniej od kilkunastu lat ścigała się na bieżni. Zachowała zimną krew na początku, nie tracąc sił na forsowanie tempa i nie biegnąc na wynik życzeniowy, a po prostu na czas, na jaki była przygotowana. W pierwszej części dystansu nie bała się pozostać nieco z tyłu, co okazało się bardzo ważne na dalszych etapach rywalizacji. Od początku Polka biegła w bardzo równym tempie, które pozwalało liczyć na wynik w okolicach 32 minut na mecie, czyli taki, jaki był jej pierwotnym celem.

W momencie, kiedy z jej grupki pojawiały się ataki w początkowej fazie rywalizacji, podopieczna Mikołaja Raczyńskiego nie dała się zdekoncentrować. Biegła tak, jakby na każdym kroku pilnowała wskazań zegarka albo miała wbudowany tempomat, który kontrolował stałe tempo biegu. To niezwykła mądrość i umiejętność opanowania emocji oraz dowód na to, że pomimo krótkiego stażu w profesjonalnym bieganiu, Ela Glinka doskonale zna swój organizm i wykazuje się świetnym zmysłem taktycznym.

Z kolei, kiedy w okolicach półmetka duża część zawodniczek, zwłaszcza tych, które początkowo pobiegły nieco szybciej niż wynikałoby to z ich poziomu aktualnej formy, zaczęła przeżywać kryzys, opanowana Polka, z zimną krwią, po prostu zaczęła zostawiać je za plecami. To były szybkie, zdecydowane działania. Wyprzedzając rywalki, Glinka nie zostawiała im złudzeń i nie zabierała nikogo ze sobą jako pasażera. Tak samo było, kiedy zdecydowała się objąć prowadzenie. Gdyby tylko Polka pokazała w tamtym momencie, że się waha albo wyprzedziła rywalkę, ale nie zbudowała w krótkim czasie przewagi nad nią, mogłaby przywrócić Francuzce nadzieję na zwycięstwo. Alessia Zarbo przeżywała duży kryzys po mocnym początku, ale każda oznaka słabości ze strony Polki mogłaby dać rywalce drugi oddech. Jednak, kiedy Elżbieta Glinka szybko zaczęła odskakiwać na kolejne metry, Zarbo wiedziała, że musi skupić się raczej na pilnowaniu swojego 2. miejsca niż myśleniu o gonieniu Polki.

Reprezentantka Polski świetnie wykorzystywała swoje mocne strony, którymi w tym biegu były dyscyplina i świetne rozłożenie sił oraz kryzysy rywalek. Kluczowe decyzje podejmowała właśnie w sytuacjach, kiedy inne zawodniczki zmagały się ze swoimi trudniejszymi momentami. Oczywiście realizację tej taktyki umożliwiło Polce doskonałe przygotowanie fizyczne do startu i biegu na 10 000 m, ale nawet najwyższą formę można zmarnować, popełniając błędy taktyczne. Tymczasem Glinka w pierwszej części biegu pozostawała w zasadzie niewidoczna, a kiedy rywalizacja zaczęła wchodzić w decydującą fazę, momentalnie przejęła inicjatywę. Ręce same składają się do oklasków.

Zobaczcie to sami

Chociaż od ponad dekady piszę na łamach magazynbieganie.pl o treningu, w tym także o taktyce rozgrywania biegów, to występ Elżbiety Glinki w Pucharze Europy na 10 000 m jest cenniejszą lekcją niż wszystkie te artykuły, nagrania i dyskusje z ponad 10 lat. I wcale nie czuję żalu z tego powodu. Oglądanie Polki rozgrywającej bieg w taki sposób podczas imprezy rangi Pucharu Europy to prawdziwa przyjemność. Dlatego wszystkich zachęcamy do tego, by odtworzyć poniższe wideo, które na swoim YouTube zamieściła federacja European Athletics:

Chcesz być zawsze na bieżąco? Polub nas na Facebooku. Codzienną dawkę motywacji znajdziesz także na naszym Instagramie! Psst... Ocenisz nasz artykuł? 😉

0 / 5. 0

Jakub Karasek

Jakub Karasek (Wszystkie wpisy)

Biegacz, który za główny cel stawia sobie ściganie i poprawianie rekordów życiowych. Lubi biegać i pisać, a najlepiej łączyć jedno z drugim. Startuje przede wszystkim na dystansach od 5 km (czasami nawet krótszych) do półmaratonu. Jako trener współpracuje indywidualnie z biegaczami-amatorami.

guest

0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Uwagi
Zobacz komentarze
0
Twoja opinia jest dla nas bardzo ważna! Zostawisz komentarz?x