Są maratony, na które jedziemy przede wszystkim po wynik. Wybieramy szybką trasę, analizujemy profil, pogodę i międzyczasy, a całe miasto staje się właściwie dodatkiem do sportowego celu. Są też takie biegi, przy których trudno oddzielić wynik od całego doświadczenia podróży. Nowy Jork zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
TCS New York City Marathon w 2026 roku odbędzie się 1 listopada i będzie szczególną edycją, ponieważ przypada na 50. rocznicę słynnej trasy prowadzącej przez pięć nowojorskich dzielnic. Rok wcześniej maraton ukończyło 59 226 osób.
Dla mnie właśnie skala tego wydarzenia najlepiej pokazuje, że wyprawa do Nowego Jorku nie zaczyna się w chwili przekroczenia linii startu. Zaczyna się wiele miesięcy wcześniej, od sprawdzania możliwości zdobycia numeru, później przychodzi rezerwowanie lotów i noclegu, analizowanie transportu na start, planowanie zwiedzania i próba odpowiedzenia sobie na ważne pytanie: jak zobaczyć Nowy Jork, skoro jednocześnie chcemy mieć świeże nogi na 42,195 kilometra?
Bo właśnie w przypadku tego wyjazdu bardzo łatwo popełnić podstawowy błąd. Można świetnie przygotować się do maratonu, a następnie zmęczyć nogi… zwiedzaniem Nowego Jorku.
Jak zdobyć numer na TCS New York City Marathon?
Losowanie, pakiety i alternatywne ścieżki na maraton w Nowym Jorku
Od tego trzeba zacząć, ponieważ w przypadku Nowego Jorku samo podjęcie decyzji „chcę pobiec” nie oznacza jeszcze, że rzeczywiście znajdziemy się na starcie.
Najbardziej znaną drogą jest losowanie. W przypadku edycji 2026 zgłoszenia do non-guaranteed entry drawing przyjmowano od 4 do 25 lutego, a losowanie odbyło się 4 marca. Zainteresowanie było ogromne. Według New York Road Runners zgłosiło się ponad 240 tysięcy osób z ponad 160 krajów, a w głównym losowaniu miejsce otrzymało około jednego procenta aplikujących.
Te liczby doskonale pokazują, dlaczego do Nowego Jorku trzeba podchodzić inaczej niż do wielu mniejszych maratonów. Nie planowałabym najpierw całego wyjazdu z założeniem, że miejsce startowe „jakoś się znajdzie”. Zrobiłabym dokładnie odwrotnie: najpierw zabezpieczyłabym sposób udziału, a dopiero później budował wokół niego podróż.
Losowanie nie jest przy tym jedyną możliwością. New York Road Runners przewiduje kilka różnych dróg zdobycia numeru, między innymi program 9+1 dla członków NYRR, ścieżki związane z kwalifikacją czasową, oficjalne organizacje charytatywne oraz pakiety międzynarodowych touroperatorów. Dla osób mieszkających poza Stanami Zjednoczonymi właśnie Official International Tour Operator może być szczególnie interesującym rozwiązaniem, ponieważ oficjalne pakiety mogą obejmować gwarantowany udział połączony z hotelem i/lub przelotem.
Jeśli ktoś dopiero teraz, w drugiej połowie października 2026 roku, zaczyna myśleć o tegorocznej edycji, zwykła rejestracja i losowanie są już zakończone. Organizator informuje jednak, że możliwość udziału pozostaje poprzez wybranych Official Charity Partners, zaś osoby spoza USA mogą sprawdzić dostępność pakietów u oficjalnych międzynarodowych touroperatorów.
To wszystko prowadzi do jednej zasady, którą zapamiętałabym przed planowaniem kolejnych edycji: Nowego Jorku nie zaczynamy organizować od kupowania biletu lotniczego. Zaczynamy od sprawdzenia, w jaki sposób możemy dostać numer startowy.
Podróż i logistyka: kiedy lecieć do Nowego Jorku przed maratonem?
Bezpieczeństwo bagażu i zasada świeżych nóg przed startem
Po zdobyciu numeru zaczyna się znacznie przyjemniejsza część przygotowań. Można wreszcie otworzyć mapę, zacząć przeglądać loty i zastanawiać się, gdzie zamieszkać. Mimo że podróż z Polski do Nowego Jorku jest zdecydowanie prostsza niż wyprawa do Sydney czy Tokio, nie planowałabym przylotu na ostatnią chwilę.
Sama przyjechałabym trzy albo cztery dni przed maratonem. To moja praktyczna rekomendacja, a nie wymóg organizatora. Chciałabym mieć czas na spokojne wejście w nowojorski rytm, odebranie numeru, lekkie rozbieganie oraz zwykły odpoczynek. Taki zapas daje również poczucie bezpieczeństwa na wypadek opóźnienia lotu albo problemów z bagażem.
I właśnie kwestia bagażu prowadzi do jednej z moich najważniejszych zasad podczas wszystkich zagranicznych wyjazdów biegowych. Buty startowe, strój, zegarek i wszystkie rzeczy, bez których nie mogę pobiec maratonu, zawsze powinny znaleźć się w bagażu podręcznym. Zaginiona walizka jest kłopotem podczas każdego urlopu, ale zaginiona walizka dzień przed maratonem, do którego przygotowywaliśmy się przez wiele miesięcy, potrafi zamienić sportowe święto w niepotrzebny stres.
Warto też pamiętać, że problemem może się okazać nie sama podróż do Nowego Jorku, tylko… Nowy Jork. To jedno z tych miast, w których bardzo łatwo wyjść rano z hotelu „tylko na krótki spacer”, a wieczorem odkryć na zegarku 25 tysięcy kroków. Times Square, Central Park, Fifth Avenue, SoHo, Brooklyn Bridge, Chelsea, High Line. Wszystko kusi, żeby pójść jeszcze kawałek.
Dlatego przed maratonem celowo ograniczyłabym zwiedzanie. Nowy Jork nigdzie nie ucieknie. Świeże nogi przed niedzielnym startem już niekoniecznie.
Gdzie spać w Nowym Jorku na czas maratonu?
Wybór hotelu a logistyczna wygoda w dniu biegu
Przy wyborze hotelu bardzo łatwo wpaść w klasyczną turystyczną pułapkę. Oglądamy piękne wnętrze, widok z okna, śniadanie albo atrakcyjną cenę i dopiero po dokonaniu rezerwacji zaczynamy zastanawiać się nad logistyką. Przy maratońskim wyjeździe zrobiłabym odwrotnie.
Trasa TCS New York City Marathon zaczyna się na Staten Island, prowadzi przez wszystkie pięć boroughs Nowego Jorku, a kończy w Central Parku. To oznacza, że miejsce, które wydaje się wygodne podczas zwykłego city breaku, niekoniecznie będzie równie wygodne w niedzielę nad ranem albo po przebiegnięciu 42 kilometrów.
Dla osoby przyjeżdżającej pierwszy raz rozważyłabym Manhattan, oczywiście pod warunkiem, że pozwala na to budżet. Nie dlatego, że trzeba mieszkać właśnie tam, ale dlatego, że przy tak skomplikowanym weekendzie jestem gotowa zapłacić trochę więcej za ograniczenie liczby logistycznych problemów. Jeśli ceny na Manhattanie są poza budżetem, spokojnie można popatrzeć na inne dzielnice. Kryterium nie powinna być jednak wyłącznie fizyczna odległość od centrum, tylko dostęp do odpowiedniego transportu publicznego.
I tutaj pojawia się kolejna wskazówka: hotel wybierłabym nie tylko pod kątem poranka przed biegiem, lecz także tego, co wydarzy się po przekroczeniu mety. Po 42,195 kilometra komfort logistyczny zaczyna mieć zupełnie inną wartość niż podczas sprawdzania rezerwacji kilka miesięcy wcześniej.
Dzień przed maratonem: Czego absolutnie nie robić?
Jak oszczędzać siły i uniknąć turystycznych pułapek w przeddzień startu
Sobota przed maratonem jest chyba najtrudniejszym dniem całego wyjazdu. Nie dlatego, że trzeba zrobić coś szczególnie skomplikowanego. Wręcz przeciwnie. Najtrudniejsze jest zaakceptowanie, że nie trzeba już robić prawie niczego.
Jesteśmy w Nowym Jorku. Wokół dzieje się milion rzeczy. Każda ulica prowadzi do kolejnego miejsca, które znamy z filmu, książki albo zdjęcia. Naturalnym impulsem jest myślenie: „Skoro już tu jestem, pójdę jeszcze tylko tam”. Później pojawia się kolejne „jeszcze tylko”, a wieczorem okazuje się, że zrobiliśmy kilkanaście kilometrów, zanim w ogóle stanęliśmy na starcie maratonu.
Dlatego dzień przed biegiem traktowałabym jak część przygotowania sportowego, a nie jak pełnoprawny dzień turystyczny. Krótki spacer, spokojny posiłek, nawodnienie, przygotowanie ubrania na rano, sprawdzenie transportu, numeru, żeli i tego wszystkiego, czego następnego dnia nie chcemy szukać w panice.
Weekend maratoński obejmuje również oficjalne wydarzenia. Organizator zapowiada między innymi ceremonię otwarcia przy mecie w Central Parku, Parade of Nations oraz finałowe fajerwerki.
Atmosfera maratonu zaczyna się więc jeszcze przed niedzielą. Korzystałabym z niej, ale z jednym założeniem: najważniejszym punktem weekendu pozostaje niedzielny start.
TCS New York City Marathon – dlaczego to niezwykły bieg?
Trasa, atmosfera i emocje na najsłynniejszej trasie świata
To właśnie ta część najlepiej tłumaczy, dlaczego Nowy Jork znalazł się na maratońskiej liście marzeń tak wielu biegaczy.
W tym biegu miasto nie jest dekoracją ustawioną wokół trasy. Miasto samo staje się trasą.
Przygoda zaczyna się na Staten Island, ale już pierwsze kilometry pokazują, że nie będzie to zwykłe 42,195 km od startu do mety. Kolejne części biegu prowadzą przez Brooklyn, Queens, Bronx i Manhattan, a cała podróż kończy się dopiero w Central Parku.
To oznacza, że przez kilka godzin nie oglądamy Nowego Jorku zza szyby autobusu ani z pokładu statku wycieczkowego. Przemieszczamy się przez niego na własnych nogach. Kolejne dzielnice mają inny charakter, a trasa nie pozwala zapomnieć, że miasto ma również swoją topografię. Są mosty, podbiegi i miejsca, w których trzeba świadomie pilnować tempa.
Właśnie dlatego nie oceniałabym tego maratonu wyłącznie przez pryzmat rekordu życiowego. Oczywiście można przyjechać do Nowego Jorku z konkretnym sportowym celem i walczyć o wynik. Ale podczas pierwszego startu pozwoliłabym sobie czasem oderwać wzrok od zegarka.
Popatrzeć na ludzi stojących przy trasie. Zobaczyć, jak zmienia się miasto. Posłuchać jego hałasu. Zauważyć miejsca, przez które właśnie przebiegamy. Zapamiętać moment, kiedy po wielu miesiącach przygotowań wydarzenie istniejące dotychczas w kalendarzu i planie treningowym staje się rzeczywistością.
Bo nawet jeśli przyjedziemy tutaj jeszcze raz, pierwszy raz zawsze pozostanie pierwszy.
Rekord życiowy można poprawić na kolejnej trasie. Pierwszego maratonu w Nowym Jorku nie da się powtórzyć.
Ile kosztuje wyjazd na maraton w Nowym Jorku?
Budżet biegacza: Bilet, hotel, wpisowe i koszty pobytu
Odpowiedź „to zależy” jest może najmniej efektowna, ale w przypadku Nowego Jorku najbardziej uczciwa. Koszt wyprawy zależy bowiem nie tylko od standardu hotelu i ceny lotu, lecz także od sposobu zdobycia numeru startowego.
Jedno ze źródeł opisujących edycję 2026 podaje wpisowe dla uczestników spoza USA na poziomie 358 USD. Jeśli jednak dostajemy się poprzez pakiet międzynarodowego touroperatora albo organizację charytatywną, całkowity model kosztów wygląda inaczej. Dlatego przed rezerwacją czegokolwiek trzeba dokładnie sprawdzić warunki konkretnej ścieżki udziału.
Samo wpisowe stanowi zresztą tylko część wydatków. Dochodzą loty, hotel, ubezpieczenie, transport na miejscu, jedzenie, zwiedzanie i wszystkie mniejsze wydatki, które pojedynczo wyglądają niewinnie, ale po tygodniu potrafią stworzyć całkiem pokaźną sumę.
Zamiast próbować odpowiedzieć jednym zdaniem, ile kosztuje „maraton w Nowym Jorku”, stworzyłabym cztery osobne części budżetu: BIEG, LOT, HOTEL i POBYT. W pierwszej znalazłyby się wszystkie wydatki związane ze startem, w drugiej transport z Polski. W trzeciej noclegi, a w czwartej jedzenie, metro, atrakcje i codzienne wydatki.
Dodałabym też margines bezpieczeństwa. Nowy Jork nie jest miejscem, w którym chciałabym każdego dnia zastanawiać się, czy mogę wejść do interesującego mnie muzeum albo zjeść w miejscu, które właśnie odkryłam, ponieważ budżet został policzony co do ostatniego dolara.
Ten wyjazd jest zwykle planowany miesiącami. Warto więc zaplanować również finansową przestrzeń na trochę spontaniczności.
Co zobaczyć i zjeść w Nowym Jorku po maratonie?
Zasłużony relaks, zwiedzanie Manhattanu i nowojorska kuchnia
Po maratonie przychodzi moment, na który turystycznie czekałabym najbardziej. Zegarek może nadal pokazywać tempo, ale pierwszy raz od kilku dni naprawdę przestaje nas ono interesować.
Jeżeli jest to pierwszy pobyt w Nowym Jorku, trudno pominąć Central Park. Przed biegiem potraktowałabym go bardzo oszczędnie, być może jako miejsce krótkiego rozbiegania. Po maratonie wróciłabym tam bez numeru startowego. Meta zawodów znajduje się właśnie w Central Parku, więc spacer po tych samych okolicach dzień lub dwa później może być ciekawym domknięciem całej historii.
Później przyszedłby czas na Brooklyn Bridge i DUMBO, Lower Manhattan, okolice World Trade Center, SoHo, Greenwich Village, Chelsea i High Line. Warto również zobaczyć Manhattan z góry, bo dopiero taki widok daje inne poczucie skali miasta, które wcześniej przez kilka godzin przemierzaliśmy na własnych nogach.
Nie próbowałabym jednak zobaczyć wszystkiego. To moim zdaniem największy błąd pierwszego pobytu w Nowym Jorku. Miasto jest zbyt duże, żeby potraktować je jak listę zadań do odhaczenia.
Wolałabym jednego dnia naprawdę poznać jedną czy dwie części miasta niż przejechać przez sześć dzielnic tylko po to, żeby móc powiedzieć, że „tam byłam”.
A co z jedzeniem?
Przed maratonem mam prostą zasadę: im mniej kulinarnych eksperymentów, tym lepiej. Wieczór przed startem nie jest momentem na sprawdzanie, czy nasz żołądek podziela entuzjazm do wszystkich potraw, które oglądaliśmy wcześniej w mediach społecznościowych.
Ale po maratonie zasady się zmieniają.
Wtedy zaczęłabym prawdziwe kulinarne zwiedzanie miasta. Nowojorski bajgiel na śniadanie, kawa, pizza sprzedawana na kawałki, klasyczny deli sandwich czy kawałek cheesecake’u mogą stać się taką samą częścią miejskiego doświadczenia jak spacer przez Brooklyn czy wieczór na Manhattanie.
Nie robiłabym jednak z tego obowiązkowej listy „10 rzeczy, które trzeba zjeść”. Najciekawsze podróże zwykle zaczynają się tam, gdzie kończy się lista. Wystarczy czasem zejść z najbardziej turystycznej ulicy, znaleźć małe miejsce pełne mieszkańców i usiąść.
A dzień po maratonem jest do tego idealny. Po pierwsze, naprawdę zasłużyliśmy na długie śniadanie. Po drugie, nogi prawdopodobnie i tak będą wdzięczne za każdą okazję, żeby chwilę posiedzieć.
Ile dni zaplanować na wyjazd do Nowego Jorku?
Optymalny harmonogram biegowej podróży życia
Gdybym organizowała ten wyjazd dla siebie, sześć lub siedem dni potraktowałabym jako rozsądne minimum, natomiast gdyby pozwalały na to czas i budżet, wybrałabym 6 nocy.
Przyjazd we wtorek przed niedzielnym maratonem daje kilka dni na spokojne przygotowanie. Środę można potraktować jako dzień podróży i pierwszego zetknięcia z miastem, czwartek przeznaczyć na lekkie zwiedzanie oraz rozbieganie, a piątek na kwestie związane z maratonem. Sobota powinna być możliwie spokojna. Niedziela, 1 listopada 2026 roku, należy już w całości do TCS New York City Marathon.
Poniedziałku nie planowałabym zbyt ambitnie. To idealny dzień na długie śniadanie, niespieszny spacer i zaakceptowanie, że schody mają nagle więcej stopni niż kilka dni wcześniej.
Przed startem obecność w Nowym Jorku jest trochę jak stanie przed ogromnym stołem pełnym jedzenia na godzinę przed ważną kolacją. Wszystko jest obok, wszystkiego chcemy spróbować, ale wiemy, że powinniśmy się powstrzymać.
Po przekroczeniu mety ograniczenia znikają.
I dopiero wtedy zaczyna się druga połowa tej podróży.
Podsumowanie: Gdybym organizowała ten wyjazd jeszcze raz…
- Zaczęłabym od numeru startowego, a nie od biletu lotniczego. W przypadku Nowego Jorku sposób dostania się na listę uczestników jest tak istotnym elementem przedsięwzięcia, że powinien być pierwszym punktem planowania.
- Hotel wybrałabym, patrząc przede wszystkim na transport. Kilkanaście minut mniej spędzonych na przesiadkach może nie brzmieć imponująco sześć miesięcy przed zawodami, ale po maratonie nabiera zupełnie innej wartości.
- Do samolotu zabrałabym ze sobą wszystko, czego potrzebuję do startu. Walizka może polecieć inną trasą. Moje buty startowe nie powinny.
- Przed maratonem świadomie zwiedzałabym mniej. Nie próbowałabym każdego dnia maksymalizować liczby odwiedzonych miejsc. Najlepszą inwestycjoną w niedzielny bieg może okazać się wcześniejszy powrót do hotelu.
Czy warto?
Myślę, że Nowy Jork jest jednym z tych maratonów, przy których pytanie „czy warto?” pojawia się głównie przed wyjazdem. Wtedy widzimy wysokie koszty, trudność zdobycia numeru, rezerwacje, lot, hotel i całą logistykę dnia startowego.
Później te rzeczy zaczynają mieć coraz mniejsze znaczenie.
Zostaje moment, kiedy stajemy na starcie na Staten Island i zdajemy sobie sprawę, że przed nami nie jest po prostu 42,195 kilometra. Przed nami jest całe miasto. Brooklyn, Queens, Bronx, Manhattan i wreszcie Central Park.
I chyba właśnie tym różni się zwykły maraton od prawdziwej biegowej podróży.
W tej pierwszej najważniejsza jest droga od startu do mety. W drugiej równie ważne jest wszystko, co wydarzyło się przed startem i co wydarzy się już po przekroczeniu mety.
Dlatego gdybym miała określić Nowy Jork jednym zdaniem, nie powiedziałabym, że jest to maraton, na który warto polecieć.
Powiedziałabym raczej:
to podróż do Nowego Jorku, w której przez jeden wyjątkowy dzień mamy możliwość przebiec całe miasto.
42,195 km to tylko część podróży.