Co łączy ludzi, którzy na dobre wkręcili się w sport? Z czasem zaczyna nam być wciąż mało. Zwykłe 5 kilometrów potrafi więc zamienić się w niedzielnego longa, rowerowa przejażdżka robi się trzygodzinną trasą, a do kalendarza wpada pierwszy półmaraton, maraton czy triathlon. Cóż, taki nasz urok.
Podczas tych wszystkich wysiłków i wyzwań dość szybko zaczynamy też rozumieć, że sam trening to tylko jeden z elementów układanki. Im dłużej i intensywniej trenujemy, tym większą uwagę zaczynamy zwracać również na to, czym ten wysiłek napędzamy. Czyli na jedzenie.

Dlatego podczas pakowania kamizelki biegowej czy sportowego plecaka obok wody, SPF-u
i wiatrówki zwykle dbamy też o przekąski. Z reguły szukamy takich, które nie zabiorą za dużo miejsca, dostarczą nam węglowodanów i które można zjeść bez większych przygotowań. No
i takich, które będą nam smakować.
A co, gdybyśmy Ci powiedzieli, że taką właśnie przekąską może być… miód?
Tak, wiemy. Miód do tej pory kojarzył się raczej z kuchenną szafką.
I o ile zabieranie ze sobą na kilkunastokilometrowego longa lub stromy szlak całego słoika rzeczywiście nie jest najlepszym pomysłem, o tyle miód w tubce zmienia całkowicie sytuację. Przy okazji udowadnia też, że jeden z najbardziej klasycznych produktów może naprawdę dobrze odnaleźć się w dynamicznym, aktywnym stylu życia.

Miód i aktywność – to połączenie ma sens
Zacznijmy od tego, że sam miód naprawdę dobrze odnajduje się w świecie sportu. Składa się
w około 80% z węglowodanów, a jego głównymi cukrami są glukoza i fruktoza [1]. A jeśli trenujesz wytrzymałościowo, dobrze wiesz, jak ważne są węgle – to jedno
z podstawowych paliw dla pracujących mięśni. Przy długim biegu, kilku godzinach na rowerze czy treningu triathlonowym odpowiednie dostarczanie węglowodanów będzie mieć znaczenie dla utrzymania intensywności wysiłku.
Pytanie o miód jako źródło węgli zaczęli zadawać sobie również naukowcy. W przeglądach opublikowanych w „Nutrients” zebrano 9 badań, w których analizowano jego spożycie
w połączeniu z różnymi rodzajami wysiłku – m.in. bieganiem, kolarstwem czy wioślarstwem [1].
I choć miód to codzienne jedzenie, a nie specjalistyczny produkt dla sportowców, to wyniki były dość zaskakujące. W badaniach dotyczących spożywania miodu bezpośrednio przed wysiłkiem lub w jego trakcie dawał podobne rezultaty do innych źródeł węglowodanów m.in. pod względem wyników wysiłkowych, odczuwanego zmęczenia czy stężenia glukozy we krwi [1]. W części badań obserwowano też korzyści dotyczące wyników wysiłkowych w porównaniu z wariantem bez dostarczania węglowodanów.
Z perspektywy sportowca otwiera to całkiem ciekawą możliwość: źródłem węgli na dłuższy trening nie zawsze musi być produkt z półki sportowej. Może być nim również dobrze znany miód. Nie oznacza to oczywiście, że możemy zamienić każdy żel na dowolną ilość miodu 1:1 – znaczenie mają: ilość dostarczanych węglowodanów, długość wysiłku
i indywidualna tolerancja. Nie zmienia to faktu, że zdecydowanie warto włączyć miód do swojej strategii żywieniowej [1].

Miód w tubce jako element podejścia „food first”
Miód naturalnie wpasowuje się też w ideę „food first”, która coraz częściej pojawia się w świecie sportu. Choć brzmi poważnie, to stoi za nią bardzo zdroworozsądkowa idea: żywienie sportowca zaczyna się przede wszystkim od codziennego jedzenia. Specjalistyczne żele, napoje czy inne produkty dla sportowców oczywiście mogą mieć swoje zastosowanie, ale nie muszą automatycznie być pierwszą odpowiedzią na każdą treningową potrzebę.
W podejściu „food first” większą rolę dostaje to, co i tak może znaleźć się w naszej kuchni. Produkty, które poza energią i składnikami odżywczymi są po prostu częścią normalnej, różnorodnej diety. W przypadku sportów wytrzymałościowych dotyczy to również źródeł węglowodanów wykorzystywanych w okolicy treningu. W przeglądzie poświęconym temu podejściu naukowcy analizowali pod tym kątem m.in. banany, rodzynki, ziemniaki, ryż i… miód [2].
To podejście jest zresztą znacznie szersze niż każdorazowe pytanie „co zjeść na treningu?”. Forma sportowa nie powstaje przecież wyłącznie podczas wysiłku ani dzięki temu, co wrzucimy do kieszeni pięć minut przed wyjściem. Codzienna dieta, regeneracja i sen tworzą bazę, na której dopiero budujemy kolejne elementy sportowej układanki. I właśnie dlatego wkręcając się w szał treningów i wyzwań nie powinniśmy zapominać o wadze zwykłego, codziennego jedzenia. Takiego jak właśnie miód.

Dzięki tubce miód może ruszyć w świat
Skoro miód może być jednym ze źródeł węglowodanów podczas aktywności, zostaje jeszcze bardzo przyziemne pytanie: jak właściwie zabrać go ze sobą na trening?
Bo ze słoikiem wiadomo, jak to wygląda. Jest dość łatwo z niego skorzystać podczas przedtreningowego śniadania. Ale zapakować go do kieszeni kamizelki, żeby wziąć ze sobą w trasę? Osobiście nie polecamy. 😉
Fakt, że słoik miodu nie jest najłatwiejszy do transportowania, wzięła w końcu na tapet ekipa Miodu od Kulmy. Było to wyzwanie, które dotyczyło ich bezpośrednio – w zespole marki nie brakuje osób, które biegają, jeżdżą na rowerze i trenują triathlon. A ponieważ Miód od Kulmy nieustannie poszukuje nowych sposobów na miód (wystarczy spojrzeć na ich nową linię smaków good miood), zaczęli pracować nad tym, by nadać swoim miodom alternatywną, poręczną formę. Taką, którą łatwo będzie wrzucić do plecaka albo spakować do kieszeni i po prostu zabrać ze sobą.
Tak powstały miody w tubkach. Opcja, która pozwala czemuś na pozór klasycznemu
i tradycyjnemu wpasować się w sportowy styl życia. Tubkę można bez problemu wrzucić do kamizelki biegowej, pasa czy kieszeni kolarskiej koszulki, a po miód sięgnąć poszukiwań łyżeczki czy innej jedzeniowej logistyki.

Miody w tubkach – nowy must have sportowca
Na start w tubkach znalazły się trzy warianty: kremowany miód wielokwiatowy, kremowany miód lipowy oraz Hot Honey, czyli połączenie miodu i wyselekcjonowanych ostrych papryczek.
Każdy miód w tubce ma 100 g. Można go wycisnąć bezpośrednio na jedzenie albo zjeść prosto z opakowania. A potem po prostu zakręcić zakrętkę. Przemyślano nawet detal, który doceni każdy fan odchudzania ekwipunku – część zawierającą informacje o produkcie można po przeczytaniu oderwać i zostawić sobie samą minimalistyczną tubkę.
I nagle okazuje się, że miód wcale nie musi „siedzieć w kuchni”!
Miód w tubce na treningu biegowym – kiedy może się przydać?
Jeśli wychodzisz na spokojne 5 czy 7 kilometrów, raczej nie musisz zastanawiać się, co zapakować do jedzenia. Sytuacja zmienia się wraz z wydłużaniem treningu. Weekendowy long w przygotowaniach do półmaratonu lub maratonu, podbiegi w terenie czy treningi o dużej intensywności to już momenty, w których zaczyna wkraczać temat dostarczania węglowodanów.
Jak włączyć miodowe tubki do biegowego prowiantu?
w takim kontekście miód w tubce może z powodzeniem stać się jednym z elementów treningowego prowiantu. Nie chodzi o to, żeby automatycznie zamienić nim każdy żel energetyczny. Znacznie sensowniej potraktować go jako kolejne źródło węglowodanów, które można dopasować do własnej strategii żywienia podczas wysiłku. Tu warto zrobić dokładnie to samo, co doświadczeni biegacze robią z żelami: testować na treningach.

Miód w tubce na rower – co zrobić z nim w trasie?
Dłuższa trasa rowerowa to dla miodu w tubie idealny moment do tego, żeby pokazał nam wszystkie swoje możliwości.
Przede wszystkim nie musisz wcale czekać na postój. Tubkę możesz mieć pod ręką w kieszeni koszulki i sięgnąć po nią również podczas jazdy. Odkręcasz, wyciskasz porcję bezpośrednio do ust, zakręcasz i chowasz z powrotem. A jeśli akurat robisz sobie przerwę, miód możesz też połączyć z innymi elementami kolarskiego prowiantu, np. bananem czy ryżowym batonem.
Przy dłuższej aktywności warto oczywiście pamiętać o tym, że żywienie powinno być dopasowane do czasu i intensywności wysiłku oraz indywidualnych potrzeb. Miód wcale nie musi więc konkurować z żelami czy innymi produktami sportowymi. Może być po prostu jedną
z opcji – szczególnie dla osób, które lubią podejście „food first” i chętnie uzupełniają sportowy, specjalistyczny prowiant codziennym jedzeniem.
A co zrobić z tubką po zakończeniu trasy? Miód, który w niej został spokojnie może wylądować na domowej porannej owsiance, w jogurcie z granolą czy innym przed- albo potreningowym jedzeniu. Aktywny dzień i ochota na coś dobrego nie kończy się przecież wraz z zatrzymaniem licznika w sportowym zegarku.
W górach miód w tubce dotrzyma Ci kroku
Góry to dla sportowców ogrom możliwości. Dla jednych oznaczają kilkunastokilometrowy trail i kolejne metry przewyższenia, dla innych całodniowy trekking, wspinaczkę, podjazdy na gravelu lub MTB. Zimą dochodzą do tego biegówki czy skitouring. W każdej z tych wersji jest jeden wspólny mianownik: kiedy przez kilka godzin jesteś w ruchu, dobrze przemyślany prowiant zyskuje na znaczeniu. Zwłaszcza w górach, gdzie kilometry potrafią być wyjątkowo zwodnicze.
Strategia jedzenia z nastawieniem na węgle jest więc tu kluczowa. W badaniu polskich zaawansowanych i elitarnych biegaczy górskich sprawdzono, ile węglowodanów zawodnicy dostarczają sobie podczas startów. Średnio było to około 59 g na godzinę, jednak autorzy zauważyli, że szczególnie przy długotrwałym wysiłku ilość tych węglowodanów może być… niewystarczająca. [4]

Specyfika prowiantu w górach
W górach prowiant trzeba planować trochę inaczej niż ten na trening w mieście. Sklepu czy punktu żywieniowego możesz nie zobaczyć przez kilka godzin, a kolejne przewyższenia raczej nie zachęcają do noszenia połowy kuchni na plecach. Dlatego jeszcze większe znaczenie zyskują produkty, które łatwo włączyć w zaplanowane żywienie podczas wysiłku.
Miód w tubce może być jednym z takich elementów – źródłem węglowodanów, po które bez problemu sięgniesz między kolejnymi kilometrami, podejściami czy etapami górskiej aktywności. A po kilku godzinach w górach każdy gram w plecaku i każda rzecz, którą można ogarnąć bez zbędnej logistyki, staje się na wagę złota.
Triathlon i inne wytrzymałościowe wyzwania – miód w tubce jedzie na zawody
Im dłuższy wysiłek, tym większą rolę zaczyna odgrywać strategia żywieniowa. Półmaraton dla wielu amatorów oznacza wysiłek trwający ponad godzinę, maraton – kilka godzin, a w triathlonie dochodzi jeszcze połączenie kilku dyscyplin. Jedzenie i picie przestają więc być dodatkiem, a stają się częścią planu na zawody.
Miód w tubce może być jednym z elementów takiej strategii – obok żeli, napojów węglowodanowych czy innych sprawdzonych produktów. Tubkę można schować do pasa lub kamizelki biegowej, a w triathlonie wykorzystać również podczas części kolarskiej. Nie trzeba zjadać całej naraz – można sięgnąć po porcję, zakręcić i wrócić po kolejną później.
Jest tylko jedna ważna zasada: to, co planujesz jeść na zawodach, najpierw przetestuj na treningach. Sprawdź ilość, timing i reakcję organizmu. Bo życiówkę robi się na zawodach, ale plan na jej paliwo najlepiej przećwiczyć dużo wcześniej.

Wielokwiatowy, lipowy czy Hot Honey – który zabrać?
W przypadku miodów w tubkach good miood masz kilka opcji, a każdy z nich odgrywa odrobinę inną rolę.
Kremowany miód wielokwiatowy to najbardziej uniwersalny zawodnik. Jest łagodny, znajomy w smaku i łatwo połączyć go z innymi elementami sportowego prowiantu. Lipowy ma więcej charakteru – obok słodyczy pojawiają się w nim charakterystyczne ziołowe nuty i delikatna świeżość.
A Hot Honey? To ciekawa kompozycja i warto jej spróbować, zwłaszcza jeśli lubisz połączenie hot + spicy, ale zostawmy ją raczej na after. 😉 Połączenie miodu z ostrymi papryczkami, m.in. Carolina Reaper i Dragon’s Breath, zdecydowanie lepiej sprawdzi się na potreningowym obiedzie czy kanapce niż jako prowiant na longa.
Każdy z tych miodów jest do tego kremowany. A to oznacza dodatkową wygodę bez żadnych zmian w smaku.
Dlaczego miody kremowane będą wygodniejsze w użytku?
Kremowanie polega na odpowiednim, powolnym mieszaniu miodu na zimno. Dzięki temu podczas jego naturalnej krystalizacji zamiast dużych kryształków powstają bardzo drobne,
a miód zyskuje jednolitą, gładką i miękką konsystencję. Sam proces nie ma na celu zmiany smaku miodu – zmieniamy przede wszystkim jego strukturę.
W tubce ma to bardzo praktyczny efekt. Kremowany miód ma gładką, zwartą konsystencję, dzięki czemu łatwo wycisnąć porcję także w ruchu – podczas biegu czy jazdy na rowerze –
i bez większych problemów zjeść ją prosto z tubki.
Jest więc dużo wygodniej, ale smak i właściwości pozostają te same!
Miód w tubce – gotowy na kolejne kilometry
Miód nie musi być produktem sportowym, żeby odnaleźć się w świecie sportu. Jest cennym źródłem węglowodanów, a zamknięty w poręcznej tubce może wskoczyć do kamizelki biegowej, kieszeni kolarskiej koszulki czy plecaka i ruszyć razem z Tobą na trening. W końcu czasem najskuteczniejsze paliwo nie musi być wcale skomplikowane.
Pozostaje więc pytanie: na jaki trening zabierzesz miodową tubkę najpierw?
Źródła
[1] Hills S.P., Mitchell P., Wells C., Russell M., Honey Supplementation and Exercise: A Systematic Review, „Nutrients”, 2019, 11(7), 1586: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC6683082/.
[2] Hearris M.A. i wsp., Carbohydrates and Endurance Exercise: A Narrative Review of a Food First Approach, 2023: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC10054587/.
[3] Thomas D.T., Erdman K.A., Burke L.M., Position of the Academy of Nutrition and Dietetics, Dietitians of Canada, and the American College of Sports Medicine: Nutrition and Athletic Performance, „Journal of the Academy of Nutrition and Dietetics”, 2016, 116(3), 501–528: https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/26920240/.
[4] Walczak J., Staśkiewicz-Bartecka W., Białek-Dratwa A., Grajek M., Kiciak A., Bielaszka A., Kardas M., Assessment of Nutritional Practices of Mountain Runners before and during Competitions, „Nutrients”, 2024, 16(16), 2588. DOI: 10.3390/nu16162588: https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC11357469/.