W poprzednim roku w Londynie Amanal Petros finiszował z czasem 2:06:30. Wynik być może byłby jeszcze lepszy, gdyby nie kilka błędów na trasie. W najbliższą niedzielę wicemistrz świata i trzeci najszybszy zawodnik w historii europejskich maratonów ponownie stanie na stracie tego biegu. Tym razem z inną taktyką.
Testem generalnym przed londyńskimi zawodami był dla wicemistrza świata marcowy półmaraton w Berlinie. Amanal Petros pokonał trasę w czasie 59:22, poprawiając jednocześnie swój rekord życiowy oraz rekord Niemiec o dziewięć sekund. Zawody pokonał średnim tempem 2:49/km, a na linię mety wbiegał, gdy jego zegarek Amazfit Cheetah 2 Pro pokazywał na ekranie 2:26/km.
Dom Mistrzów
Amanal Petros rozpoczął przygotowania do londyńskiego maratonu na początku stycznia, po kilkutygodniowym roztrenowaniu, które nastąpiło tuż po udanym starcie w Walencji (2:04:03). Okres przygotowawczy do niedzielnego startu spędził m.in. w kenijskim Iten, jednym z najważniejszych ośrodków dla maratończyków na świecie.
„Przez ostatnie miesiące wszystko kręciło się wokół jednostek biegowych, odpowiedniego odżywiania i snu. Iten, czyli Dom Mistrzów, które znajduje się 2400 m. n.p.m., i gdzie niewiele się dzieje, nadaje się do tego idealnie. Dzięki temu można całkowicie skupić się na treningach”, mówi Amanal Petros.
Każdy tydzień wyglądał niemal identycznie – trzy intensywne sesje biegowe przeplatane czterema jednostkami w wolniejszym tempie. Ale, jak dodaje reprezentant Niemiec, na dużej wysokości ze względu na rozrzedzone powietrze nawet łatwy bieg mógł sprawiać trudności. Zwłaszcza na początku okresu przygotowawczego.

Najtrudniejsze treningi
W przygotowaniach do startu w Londynie najcięższą jednostką treningową dla Petrosa był tzw. special block, który obejmował w ciągu dnia dwie ekstremalnie ciężkie sesje treningowe.
„Specjalny block z dwiema intensywnymi jednostkami treningowymi zwykle składał się z porannych pięciu kilometrów pokonywanych pięć razy w tempie 3:06/km i przedzielonych trzyminutowymi odcinkami w regeneracyjnym tempie, oraz popołudniową 20-kilometrową sesją, przy czym pierwsze 10 km było realizowane tempem 3:30/km, a drugie po 3:05/km. Takie dni były ogromnym wyzwaniem”, przyznaje Amanal Petros.
Po special block następowały dwa dni lżejszych biegów. Celem była regeneracja. Dopiero czwartego dnia Petros przystępował do kolejnej, intensywniejszej jednostki – np. biegu tempowego.
Ważną częścią w przygotowaniach do maratonu w Londynie były także długie biegi do 40 kilometrów w tempie 3:10/km – 3:15/km,
“Jednostki biegowe uzupełniałem ćwiczeniami siłowymi i stabilizacyjnymi – we wtorki i soboty. Bardzo ważne było również sesje biegowe w terenie z dużymi przewyższeniami. Dla mnie były one także elementem treningu siłowego” – dodaje Amanal Petros.

Wyzwanie większe niż 220 kilometrów tygodniowo
Wicemistrz świata tygodniowo pokonywał nawet 220 km. Jednak nie sam kilometraż był największym wyzwaniem w przygotowaniach do królewskiego dystansu.
„Kończy się niedziela i wiesz, że zaraz zaczyna się kolejny, równie trudny tydzień – tak było przez ponad trzy miesiące wymagające całkowitego poświęcenia i koncentracji na celu”, wspomina Amanal Petros i dodaje: „Regeneracja oparta na twardych danych z zegarka Amazfit Balance 2, a potem Amazfit Cheetah 2 Pro, odgrywały w tym procesie kluczową rolę. Dzięki tym danym wiedziałem, ile kosztowała mnie każda sesja treningowa, także pod względem energetycznym, jakie powinny być spokojne wybiegania i jak przebiegał mój sen.”
Wicemistrz świata wśród czynników wspomagających regenerację wymienia nie tylko właściwe odżywianie i odpowiednią ilość snu, ale także saunę, masaże (trzy razy w tygodniu) oraz muzykę, szczególnie po intensywnych treningach.

Teraz Londyn
Maraton rządzi się jednak innymi prawami i wymaga innego podejścia. Zwłaszcza w Londynie, gdzie trasa jest technicznie wymagająca.
„W poprzednim roku byłem bardzo zestresowany. Na starcie stanęli przecież najsilniejsi maratończycy na świecie. Przez brak opanowania popełniłem kilka błędów. Zbyt szybko narzucałem tempo, a potem traciłem siły i zwalniałem. Również nie piłem regularnie wody, a powinienem co pięć kilometrów”, przyznaje Amanal Petros i dodaje: „Z tamtego londyńskiego maratonu wyciągnąłem wiele wniosków. Zaprocentowały na wrześniowych Mistrzostwach Świata w Tokio i podczas grudniowego startu w Walencji. Zeszłoroczna lekcja przyda się także teraz w Londynie, gdzie planują inną taktykę.”