Czytelnia > Czytelnia > Felietony > Ludzie > Historie biegaczy > Ludzie > Polecane
Mezo chce złamać 2:30 w maratonie! [Felieton]
Mezo z Marcinem Nagórkiem po maratonie w Poznaniu w 2015 roku. Do mety dobiegł z wynikiem 2:55:32. Fot. Kamil Nagórek/mezo.pl
Raper Jacek „Mezo” Mejer ogłosił publicznie ambitny cel: za dwa lata chce złamać 2:30 w maratonie. Takiego wyśrubowanego celu biegowego nie miała do tej żadna z osób powszechnie znanych i biegających.Najambitniejszy do tej pory był Tomasz Lis, który od kilku lat bezskutecznie próbuje złamać 3 godziny w maratonie. 2:30 to zupełnie inna liga, dlatego wśród obeznanych z tematem deklaracja Mezo wzbudziła drwiące komentarze. Czy facet nie wie, co robi i chce tylko wzbudzić zainteresowanie?
Tak się składa, że jestem osobą, która jest odpowiedzialna za trening Mezo, dlatego mogę rzucić nieco światła na tę szumną deklarację. Kilkanaście miesięcy temu zacząłem rozpisywać Jackowi trening, za podpuszczeniem i namową wspólnego znajomego – Sławka Roszyka. Wtedy Mezo był na poziomie powyżej 3:20 w maratonie, ale w szybkim czasie doprowadziłem go najpierw do poziomu 2:58, a potem 2:55.
2:30 to zupełnie inne bieganie. W zeszłym roku w Polsce tego wyczynu dokonało, na regulaminowych i uznanych trasach, jedynie 27 mężczyzn. Większość z nich to profesjonalni, młodzi biegacze z poziomu kadry narodowej. Mezo w tym roku skończy 34 lata i profesjonalistą nie jest. Nigdy nie miał niczego wspólnego z wyczynem. O ile jednak krytycy mogą zadrwić z jego celów, trudniejszy orzech będą mieli ze mną. Od kilkunastu lat startuję w mistrzostwach Polski i wiem dobrze, na czym polega szybkie bieganie oraz profesjonalny trening. Trudno mi zarzucić brak orientacji w sporcie. Czy więc podtrzymuję cel Jacka?
Odpowiem żartobliwie: absolutnie mnie to nie interesuje. Podobnie było, gdy Mezo próbował złamać w maratonie 3 godziny. Cieszę się, że ma własne wyzwania, które go motywują, ale planując trening, nie mogę sugerować się jedynie zachciankami. Czy będzie to 2:30, 2:35 czy 2:40, ma w pewnym sensie drugorzędne znaczenie. Liczy się co innego: że Jacek chce trenować mocno, że chce biegać szybko, że ma sporo czasu na trening, szczególnie w okresie zimowym, gdy nie gra zbyt wielu koncertów. Że jest szybki, silny i zdrowy, do tego zmotywowany. Reszta okaże się po drodze.
Wynik 2:30 w maratonie to dla kogoś, kto zaczął na poważnie biegać grubo po trzydziestce, niesamowite wyzwanie. Inaczej wygląda to u dwudziestolatka, który chce się zacząć bawić w sport pół-profesjonalny. To inna metryka, inne potencjalne możliwości. Zaawansowany organizm ma już wyrobione pewne nawyki ruchowe, zmniejszoną zdolność regeneracji, mniejsze zdolności adaptacyjne. Do tego dochodzą codzienne obowiązki i trudy szarej rzeczywistości. Ilu spośród tych, którzy złamali rok temu 2:30 było amatorami i nigdy nie miało nic wspólnego z wyczynowym bieganiem? Może z pięć osób. Ilu z nich jest po trzydziestce? Dwunastu, w większości wyczynowców lub byłych wyczynowców. Jednym ze starszych był 38-letni Michał Kaczmarek, który biega pół-wyczynowo i rok temu wykręcił jeszcze 2:20:01. Jego życiówka na dychę to 28:37 i garść tytułów mistrza Polski w kieszeni. Dla porównania, Mezo nigdy w życiu nie złamał jeszcze 37 minut na dychę…
Mimo wszystko, zanim uznamy 2:30 za kompletnie bezsensowny pomysł, warto zwrócić uwagę, że Jacek ma w zanadrzu kilka atutów, sprawiających, że szansa na taki wynik nie jest zupełnie irracjonalna. Po pierwsze, skromnie powiem, że ma mnie [; )]. Największym błędem przeciętnego amatora jest w treningu maratońskim zaczłapanie się, skupienie na objętościowym bieganiu. W komentarzach do wyznania Mezo pojawiły się trzeźwe głosy o tym, że poziom jego wyników na krótkich dystansach jest zdecydowanie za słaby na szybkie bieganie maratonu. Zdaję sobie z tego sprawę, ale krytycy nie biorą pod uwagę, że mówią o przeszłości – Mezo jest obecnie znacznie mocniejszy niż jeszcze kilka miesięcy temu. Po drugie, nigdy nie trenował docelowo do dychy czy piątki i nigdy nie biegł tych dystansów na pełnej mocy, będąc wypoczętym i przygotowanym. Były to raczej treningowe starty, bez większego znaczenia i presji. Jego rzeczywisty poziom jest znacznie wyższy niż pokazują to suche wyniki.
Szybkość jest bardzo mocną stroną Jacka i jest cechą motoryczną, o którą dbam i którą rozwijam od początku naszej przygody. Przed osiągnięciem wyniku 2:55 Mezo biegał relatywnie mało, bo od początku przygotowywałem go pod kątem nie samych 3 godzin, ale szybkiego biegania w przyszłości. Wbrew obiegowym opiniom, mówiącym, że na złamanie 3 godzin w maratonie trzeba biegać minimum 100 kilometrów, Jacek rzadko przekraczał 60 km tygodniowo. Sporo było tygodni z objętością zaledwie 30-40 kilometrów. Ale jego motoryka jest tak dobra, że na krótkim odcinku nie ma problemów z rozpędzeniem się do tempa grubo poniżej 2:30 min/km. Jacek jest przy tym typem szybkościowym biegacza i zbyt duża objętość oraz zaniedbanie szybkości nie są u niego wskazane.
Kolejne zalety – bardzo dobry poziom siły i ogólnej sprawności. Jacek przez wiele lat grał w tenisa, jest mistrzem Polski artystów. Ma wolny zawód, co pozwala mu trenować w dzień. Dba o regenerację, dietę, zapobieganie kontuzjom. Jest też zmotywowany i silny psychicznie, nie boi się szybkiego biegania – to bardzo ważne.
Wynik 2:30 za dwa lata to na pewno diabelskie wyzwanie. Łatwiej byłoby wejść na Mount Everest czy po prostu skoczyć na bungee. Szansa jest, a jak duża, trudno dzisiaj ocenić. Pierwszym tegorocznym poważnym sprawdzianem będzie półmaraton w Poznaniu. Wcześniej start na 10 km podczas Maniackiej Dziesiątki, ale to ponownie bez większego odpuszczania treningu, na zmęczeniu. Bieg docelowy na wiosnę to maraton w Gdańsku w połowie maja. Tam dobrze byłoby co najmniej połamać 2:45, aby potem myśleć o 2:40 na jesieni i ataku na poważne wyniki w sezonie 2017. Czy się uda? Niezależnie od tego, fajnie, że wśród znanych osób pojawił się ktoś, kto nie tylko truchta i zalicza imprezy, ale ma ambitniejsze cele biegowe. Zarówno krytykom, jak i tym, którzy wierzą w Jacka bezgranicznie, polecam śledzenie jego osiągów. Kto wie, gdzie skończy się podróż, w którą ruszyliśmy wspólnie kilkanaście miesięcy temu…