W 2025 r. Ruth Croft wygrywała niemal wszystkie biegi, w których wzięła udział, w tym najbardziej prestiżowe, jak UTMB. W tym roku przyjechała do Chamonix w roli obrończyni tytułu i głównej faworytki do ponownego zwycięstwa. Zanim na 2 dni przed startem ogłosiła decyzję o tym, że musi zrezygnować z rywalizacji i wrócić w rodzinne strony, mieliśmy okazję porozmawiać z nią i dowiedzieć się, jak podchodziła do tego startu i jak przebiegały jej przygotowania? Zachęcamy do lektury wywiadu z jedną z najlepszych ultramaratonek świata.
Jak przebiegały Twoje przygotowania do UTMB i jak czujesz się przed tegorocznym startem?
Analizując wyniki z lat 2024 i 2025, wspólnie ze Scottem, moim trenerem, uznaliśmy, że nie ma potrzeby wprowadzania drastycznych zmian w treningu, ponieważ dotychczasowe metody przynoszą efekty. Jednym z aspektów, na którym w tym roku skupiliśmy się nieco bardziej, jest trening siłowy. Stał się on – niejako przy okazji – ważniejszym elementem przygotowań, dzięki czemu wyraźnie wzrosła moja siła, a to pozwala mi znosić nieco większe obciążenia treningowe.
Ogólnie jednak nasze podejście pozostaje bardzo zbliżone do wcześniejszego. W okresie przygotowawczym do UTMB trenuję zazwyczaj od 17 do 22 godzin tygodniowo, uwzględniając w tym planie dwie sesje treningu siłowego. Często wykonuję dwie jednostki treningowe w ciągu dnia, a moje długie wybiegania – poza rekonesansem trasy – zazwyczaj nie przekraczają 4–4,5 godziny.
Do tegorocznego biegu przystępujesz w charakterze faworytki i obrończyni tytułu. Czy z tego powodu odczuwasz dodatkową presję na wynik?
Raczej nie. Ludzie zakładają, że obrona tytułu wiąże się z dodatkową presją, ale ja tak na to nie patrzę. Pewien znajomy powiedział mi, że nie chodzi o obronę tytułu, lecz o próbę ponownego zwycięstwa. To do mnie naprawdę przemówiło. Jeśli myślisz o „obronie”, możesz mieć wrażenie, że przystępujesz do wyścigu, robiąc wszystko, byle tylko nie przegrać. Kiedy jednak myślisz o powrocie i walce o kolejną wygraną, akceptujesz fakt, że zeszłoroczny wynik w niczym ci teraz nie pomoże. Na linii startu – zarówno w rywalizacji mężczyzn, jak i kobiet – wszyscy zaczynamy od zera, a moim zadaniem jest po prostu skupienie się na tym, by w dniu zawodów zaprezentować się jak najlepiej.

Czy fakt, że pochodzisz z Nowej Zelandii, gdzie pogoda obecnie jest zupełnie inna niż w Europie miał duży wpływ na cały proces treningowy?
Przygotowując się do biegu na 100 mil, zazwyczaj wyjeżdżam z Nowej Zelandii i na dłuższy czas przenoszę się do USA lub do Europy. Nie jest to więc zwykły wyjazd na zawody. Cały proces przygotowawczy staje się istotną częścią mojego roku i wiąże się z długą rozłąką z domem.
Jak już wspominałam, realizujemy wiele tych samych jednostek treningowych i stosujemy te same bodźce, które sprawdzały się u nas przez ostatnie dwa lata. Tegoroczne przygotowania przebiegły naprawdę pomyślnie. Jeśli porównam je z zeszłym rokiem – wtedy w ostatnim miesiącu przed UTMB napotkałam pewne problemy: zmagałam się z kontuzją biodra, a do tego zachorowałam. Odpukać, w tym roku wszystko poszło tak dobrze, jak tylko mogłam sobie wymarzyć. Trening był bardzo regularny i z dużym optymizmem podchodzę do nadchodzącego startu.
W jaki sposób jesteś w stanie zachować balans w treningu? Jak znajdujesz granicę pomiędzy wymagającym wysiłkiem i przygotowaniami do biegów ultra a regeneracją?
Zajmuję się tym sportem na tyle długo, że wydaje mi się, iż całkiem dobrze znam swój organizm. Nauczyłam się rozpoznawać momenty, w których mogę mocniej przycisnąć, ale też takie, kiedy muszę odpuścić i postawić na regenerację. Mam też bardzo bliską relację z moim trenerem – jesteśmy w codziennym kontakcie. Dzięki jego wskazówkom i monitorowaniu postępów oraz mojej własnej znajomości organizmu udaje nam się zachować równowagę i nie przekraczać granic bezpieczeństwa.
Rozumiem również, że nie da się być w szczytowej formie przez 365 dni w roku. Patrząc na cały rok w szerszej perspektywie, widzę różne cykle: okresy intensywnego wysiłku oraz takie, w których priorytetem jest regeneracja – zwłaszcza po biegu na 100 mil. Uważam, że akceptacja tych wahań i zmienności jest kluczowa dla zachowania długowieczności w sporcie.
W jaki sposób nowoczesne technologie wpływają na to, jak wygląda Twój proces treningowy? Z jakich rozwiązań korzystasz?
Każdy z nas korzysta z urządzenia pomiarowego nieco inaczej. Jedni uwielbiają analizować każdy parametr, podczas gdy inni chcą po prostu wiedzieć, dokąd zmierzają i jak długo trwa ich aktywność. Dla mnie technologia powinna wspierać treningi, starty w zawodach i wyprawy, nie stając się przy tym najważniejszym elementem tych doświadczeń. Właśnie to cenię w moim Amazfit Cheetah 2 Ultra. Dostarcza mi niezbędnych informacji, ale nie zakłóca samego procesu doświadczania aktywności.
Uważam, że dla sportowca niezwykle ważne jest rozwijanie wrodzonej umiejętności rozumienia i odczytywania sygnałów płynących z własnego organizmu: rozpoznawania momentów zmęczenia, oceny jakości regeneracji czy wyczuwania, kiedy można zwiększyć intensywność wysiłku. Dane powinny być jedynie dodatkowym narzędziem, które pomaga zweryfikować te odczucia i uzyskać pełniejszy obraz sytuacji, a nie czymś, na czym polegamy bezkrytycznie i całkowicie.

Czyli w swoim treningu kierujesz się w większym stopniu samopoczuciem, niż danymi, do jakich masz dostęp?
Zawsze jest to jakiś mix łączący technologię i wsłuchiwanie się w sygnały płynące z organizmu. Często wykorzystuję dane z mojego zegarka Amazfit, aby potwierdzić to, co już czuję, zamiast pozwalać, by to one dyktowały, jak powinnam się czuć. Uważam, że dla sportowca niezwykle ważne jest wykształcenie w sobie tej naturalnej umiejętności rozumienia i odczytywania własnego ciała – rozpoznawania momentów zmęczenia, oceny jakości regeneracji czy wyczuwania, kiedy można zwiększyć intensywność treningu. Dane stanowią dodatkowe narzędzie, które pomaga zweryfikować te odczucia i uzyskać pełniejszy obraz sytuacji; nie powinny być jednak jedynym czynnikiem, na którym się polega.
Kluczowe jest, aby nie analizować poszczególnych wskaźników w oderwaniu od reszty, lecz obserwować je w dłuższej perspektywie i dostrzegać trendy. Dane z zegarka Amazfit wymagają kontekstu, by w pełni oddać sytuację, dlatego dla mnie najważniejsze jest umiejętne łączenie tych dwóch aspektów. Na co dzień zwracam uwagę na takie parametry jak ocena jakości snu, tętno spoczynkowe, HRV oraz wskaźnik BioCharge. Są one szczególnie przydatne do wychwytywania trendów. Jeśli na przykład w ciągu kilku dni zauważę pewne zmiany, może to być wczesny sygnał, że moja regeneracja przebiega gorzej lub że zaczyna mnie “coś brać”.
Jeśli chodzi o obciążenie treningowe i bardziej szczegółowe analizy, tu do gry wkracza mój trener – to jego mocna strona. Chodzi o połączenie danych z moimi subiektywnymi odczuciami, co pozwala uzyskać pełny obraz sytuacji. Główne wskaźniki, które bierzemy pod uwagę, to objętość treningu, dystans, tempo, tętno oraz obciążenie treningowe. Dzięki nim zarówno ja, jak i mój trener mamy jasny pogląd na to, co udało się zrealizować w trakcie całego cyklu treningowego, a co najważniejsze – jak mój organizm zareagował na to obciążenie. Nie mam w zwyczaju przesadnie analizować każdego pojedynczego parametru, skupiam się raczej na łącznej obserwacji kluczowych wskaźników, aby zrozumieć ogólne obciążenie treningowe i reakcję organizmu.
Czy masz jakieś rady dla bardziej początkujących biegaczy oraz amatorów, którzy chcą wejść w świat biegów górskich i biegów ultra? Co powinni robić, żeby harmonijnie się rozwijać i odkrywać piękno tych biegów?
Jednym z najczęstszych błędów, jakie obserwuję wśród amatorów, jest skupianie się na gadżetach, trendach czy najnowszym sprzęcie, zanim jeszcze opanuje się solidne podstawy. Łatwo ulec pokusie szukania tych drobnych, jednoprocentowych zysków, ale jeśli brakuje ci regularności w treningu, dieta nie wspiera twoich działań, a sen i regeneracja nie są priorytetem, to te drobiazgi nie przyniosą znaczących efektów. Dla mnie kluczowe jest zbudowanie solidnych fundamentów. Trzeba opanować podstawy i trzymać się ich konsekwentnie. Dopiero gdy to masz, możesz zacząć myśleć o tych dodatkowych, drobnych usprawnieniach.
Wielu biegaczy nie docenia też znaczenia treningu siłowego. Często widzę, że wraz ze wzrostem objętości biegowej trening siłowy jest jednym z pierwszych elementów, z których się rezygnuje. Moim zdaniem powinien on pozostać istotną częścią planu treningowego. Sama mam za sobą historię złamań zmęczeniowych i od dziewięciu lat regularnie współpracuję z trenerem przygotowania motorycznego. W tym czasie nie musiałam robić żadnych dłuższych przerw w bieganiu z powodu kontuzji. Dla mnie trening siłowy to sposób na przygotowanie organizmu do obciążeń związanych z bieganiem. Budując solidne fundamenty, zwiększasz swoją zdolność do znoszenia większej objętości treningowej w dłuższej perspektywie, a uważam, że to właśnie regularność pozwala osiągnąć największy postęp.
Kolejną radą, jakiej bym udzieliła, jest znalezienie trenera. Trudno jest samodzielnie odnaleźć się we wszystkim, zwłaszcza gdy dopiero zaczynasz przygodę z biegami górskimi i ultra. Poza samym bieganiem trzeba wziąć pod uwagę wiele aspektów, takich jak trening uzupełniający, sprzęt, odżywianie, regeneracja czy strategia startowa. Wsparcie doświadczonej osoby może naprawdę pomóc w przejściu przez ten proces i – co istotne – uchronić cię przed próbą zrobienia zbyt wiele w zbyt krótkim czasie.
W przypadku osoby łączącej bieganie z pracą i życiem rodzinnym, a tym samym dysponującej ograniczonym czasem, kluczowe staje się precyzyjne ukierunkowanie treningu. To, na czym położysz największy nacisk, zależy od konkretnego biegu, do którego się przygotowujesz. Trening pod Western States będzie wyglądał zupełnie inaczej niż przygotowania do górskiego ultramaratonu w Europie. Nie musisz robić wszystkiego jednocześnie. Musisz określić wymagania danego biegu i sprawić, by czas poświęcony na trening był wykorzystany jak najbardziej celowo i konkretnie.
Uważam też, że w przygotowaniach do ultra niezwykle ważna jest cierpliwość. Nie musisz od razu rzucać się na dystans 100 mil. Daj sobie czas na stopniowe zwiększanie dystansu, poznawanie tego, co sprawdza się w twoim przypadku, i czerpanie radości z samego procesu.
Na koniec warto dodać, że podczas pierwszego biegu w terenie często nie ma się jeszcze wyczucia własnego poziomu wysiłku. Świadomość ta przychodzi wraz z doświadczeniem i dużą liczbą godzin spędzonych na bieganiu. Dlatego uważam, że dla osoby debiutującej w ultramaratonie terenowym bardzo przydatnym narzędziem może być monitorowanie tętna. Daje ono obiektywny punkt odniesienia, pomagający kontrolować wysiłek – zwłaszcza na początku biegu, kiedy łatwo ulec emocjom i zacząć zbyt mocno.